czwartek, 27 grudnia 2012

Święta, święta ...

 
   Święta jak szybko przyszły tak szybko się skończyły. Ja póki co jeszcze leniuchuję w domu, bo idę do pracy dopiero w Sylwestra prawdopodobnie. A jak dobrze pójdzie to dopiero po Nowym Roku. Jeszcze dwa tygodnie w starej pracy i od połowy stycznia zmiany :)
Czas przed świętami zleciał bardzo szybko, szczególnie że tydzień wcześniej wrócił Michał, a więc i nudzić się nie było kiedy, bo a to zakupy, kupowanie reszty prezentów, pieczenie pierników itd.

      Choinkę ubrałam własnoręcznie, można nawet zauważyć moje pierniczki!:)

piątek, 14 grudnia 2012

Płaczliwe wieczory

Dwa wieczory pod rząd wybrałam na chybił trafił filmy i oba okazały się być dramatami.

      Na pierwszy ogień poszedł film "Bez mojej zgody" (My sister's keeper). Bardzo lubię wybierać filmy, po których nie wiem czego mogę się spodziewać, a ten film do takich należał. Opowiada historię rodziny, w której jedno z dzieci zmaga się z białaczką. Cała historia ukazana jest z perspektywy wszystkich bohaterów. Widzimy zaciętą walkę matki o zdrowie najstarszej córki. Ojca podporządkowanego żonie. Syna ignorowanego i niezauważanego przez nikogo. Młodszą córkę walczącą w sądzie z rodzicami i starszą chorą na białaczkę ... W sumie nie wiem co jeszcze mam napisać, bo najchętniej opisałabym cały film łącznie z zakończeniem, ale wierzę, że choć kilka z Was już oglądało ten film, i chociaż kilka po niego sięgnie. Świetna gra aktorska, szczególnie matki (w tej roli Cameron Diaz) i starszej córki (w tej roli mało znana Sofia Vassilieva, która nie zdecydowała się na charakteryzację, tylko naprawdę zgoliła głowę i brwi by dokładniej wczuć się w rolę chorej na raka osoby).

środa, 12 grudnia 2012

Ach ten Maciek :)

Dialogi z moim małym podopiecznym :)

Przyszłam po małego Maćka do przedszkola, odbieram go akurat po obiedzie.
- Poczekamy na dzieci, aż wypiją czaaaaarny smar. 
- Co?!
- Czaaaaarny smar.
Patrzę na rozpiskę. Kompot porzeczkowy.

W szatni:
- Ubierzemy się, jesteś najedzony, to pójdziemy lepić bałwana.
- Nie tym razem.
- o_O
- Mam ochotę na małą przekąskę.
- o_O (przecież dopiero co obiad z dwóch dań miał).

Rano ojciec woła Maćka by założyć mu skarpetki.
- Moment - krzyczy Maciek.
- Nie ma "moment".
- Tato, jak mówię "moment" to musisz zrozumieć.

Wołam:
- Maciek, chodź jedzenie jest!
- Idę!!
Po minucie...
- Nie widzę żebyś szedł.
- Idę!!
- Maciek chodź!!
- No idę, idę.

Kolejnym razem ta sama sytuacja:
- Maciek, chodź! Jedzenie jest!
- Idę!
- Maciek!
- Widzisz, że idę, czy nie?
- Nie idziesz ...
- Nie widzisz?
- o_O

Od około miesiąca Maciek na dźwięk przekręcanego klucza w zamku, bądź dzwonka do drzwi chowa się do garderoby w korytarzu, bo wie że to rodzice i chce by go znaleźli. Oczywiście od miesiąca rodzice NIE MAJĄ POJĘCIA gdzie też Maciek mógł się schować. :)
Ostatnio gdy Maciek słyszy głos mamy bądź taty i pytanie: A gdzie Maciek?
Odzywa się z szafy:
- TYLKO UMYJ RĘCE!
bądź
- NIE SZUKAJ MNIE BRUDNYMI RĘKAMI!

      Pewnego dnia, gdy pogoda nie dopisywała wybraliśmy się do Klubu Malucha. Tam w jednej z sal jest konsola Wii, akurat mały czteroletni Antoś grał, więc z Maćkiem dołączyliśmy. Tzn. Maciek dołączył, a ja obserwowałam jak chłopcy dają sobie radę. Zaczęli grać w tenisa. Mały nie zważał nawet na to, że jest dużo gorszym graczem (w sumie rok różnicy między chłopcami). W pewnym momencie.
- Świetny strzał! Mistrzu geniaaaalnie!


Uwielbiam jego czułości jest naprawdę kochany gdy ściska mnie i mówi że jestem fajniutka i bardzo mnie kocha. Naprawdę się z nim zżyłam i ciężko będzie się rozstać. Niby będziemy się widywać, ale jednak to nie to samo, co teraz. Póki co zostaję u nich do połowy stycznia, a od połowy stycznia zamieniam 3letniego rozrabiakę na spokojną półroczną pannę!:) Ale o tym wkrótce!!!

wtorek, 11 grudnia 2012

Prezenty przedświąteczne

      Link do moich aukcji na ALLEGRO: KLIKNIJ!!!

       Ostatni weekend spędziłam na intensywnych zakupach. Odwiedziłam dwie galerie handlowe, większość czasu spędziłam w New Look przeglądając ich pokaźny asortyment i wybierając stamtąd pięć rzeczy. Dwie z nich widzieliście w przedostatnim poście, do tego doszła torebka (także z motywem panterki) druga torebka (prezent dla mamy) i komin (prezent dla najstarszej siostry). Dokupiłam drugi komin dla siostry i rękawiczki. Dla drugiej siostry póki co mam tylko perfumy, myślę aby i jej kupić komin.
Zostały prezenty dla taty, siostrzeńca, które kupimy wspólnie z siostrą i dla Michała, z którym jak zwykle mam problem. Michał jest z tych, co otwarcie mówią jak im się coś nie podoba. 

    
     Wydałam już całą kasę z ostatniej wyprzedaży szafy, więc zorganizowałam kolejną. Coś czuję, że zostaną mi tylko letnie ciuchy i 1/3 jesienno-zimowych. Ale widzę sama po sobie, że ciągle czuję, że mam tego wszystkiego za dużo, a i tak chodzę ciągle w tych samych ulubionych spodniach i bluzkach. Dlatego proszę Was polećcie moją stronę Allegro koleżankom, znajomym, siostrom :)
     Chcę zobaczyć Michała minę po powrocie z Niemiec, gdy zobaczy, że ma więcej ciuchów ode mnie!! :)


poniedziałek, 10 grudnia 2012

will.i.am britney spears | doda & fokus

Słyszałyście najnowszy kawałek Britney Spears and Will.i.am??
Dokładnie ten:
Ostatnio pokazywałam go współlokatorce i teraz słyszę go po kilkanaście razy dziennie.
Już nim rzygam ...

sobota, 8 grudnia 2012

- 50% dla lubiących New Look / new in

      
 Moje aukcje na ALLEGRO - KLIKNIJ!!

    W sklepach New Look jeszcze do jutra obowiązuje zniżka dla osób lubiących New Look na facebooku. Wystarczy wydrukować kupon uprawniający do 50% zniżki i pokazać przy kasie. Można maksymalnie na jeden kupon wziąć dwie rzeczy. Promocja trwa do jutra. Spieszcie się, jest dużo rzeczy do wyboru. Ja postawiłam na wiosenno-jesienne rzeczy, gdyż np. zimowe kurtki były już przecenione, a więc ich promocja nie dotyczy. Za to można zaopatrzyć się w jakiś sweter, szalik, czapkę, rękawiczki, czy buty.
Zakupiłam:
kurtkę skórzaną: cena regularna 199zł
botki: cena regularna 149 zł


piątek, 7 grudnia 2012

Podwyżkom ciąg dalszy

      Jestem w głębokim szoku jak drożeją bilety komunikacji miejskiej w Warszawie. Jest to szczególnie dotkliwe teraz, kiedy nie dotyczy mnie już 50% ulga.
     Pamiętam jak dwa lata temu gdy przyjechałam do Warszawy za 3-miesięczny ulgowy bilet na pierwszą strefę płaciłam ok 90 zł. Po podwyżce ZTM od 1 stycznia 2012 jest to 110zł. Od kiedy przestałam być studentką płacę 220zł za 3-miesięczny bilet. Od 1 stycznia 2013r. ta kwota znowu wzrośnie do 250zł!! Coś czuję, że będzie coraz więcej pasażerów na gapę jeździć. Kogo stać zapłacić 7 zł za jednorazowy bilet?! Normalnego Kowalskiego chyba nie. A tego co stać, to albo jeździ własnym autem, albo zamawia taksówkę. A u Was jak ceny biletów się przedstawiają?

   

czwartek, 6 grudnia 2012

Nie będę oryginalna - Mikołajki! :)

     Dzisiaj Mikołaj mnie nie odwiedził. Chyba byłam niegrzeczna :) Za to wczoraj pewien Pan mnie uszczęśliwił. Byłam odcięta od Internetu kilka dni i w końcu od wczoraj znów jestem ONLINE :)

     W weekend sprawię sobie jakiś prezent, a przy okazji kupię prezenty dla rodziny. A może odwrotnie: kupię prezenty dla rodziny, a przy okazji sprawię i sobie jakiś mały podarek, co by mi smutno nie było :)

    Oczywiście jak to zawsze przed świętami pojawia się dylemat: co kupić mamie, co kupić tacie, co kupić siostrom, siostrzeńcowi i przede wszystkim Michałowi. Macie jakieś pomysły na coś nietypowego, fajnego i jednocześnie niezbyt drogiego?

No to Kochani mnóstwa prezentów życzę dzisiaj :)



poniedziałek, 26 listopada 2012

Jak to Benciaa obcuje z kulturą

     Poniedziałkowy wieczór zapowiadał się interesująco. 19:30 spektakl w Teatrze 6 piętro, główna rola Kuba Wojewódzki!!! Wraz ze współlokatorką omawiając w weekend nasze plany byłyśmy mocno podkręcone tym faktem. Same superlatywy słyszałam o tym spektaklu. Wystawiany jest od dwóch lat, kilku znajomych go oglądało i opinie były tylko dobre. Obsada "Zagraj to jeszcze raz, Sam" mówi sama za siebie: Kuba Wojewódzki, Małgorzata Socha, Rafał Olbrychski, Michał Żebrowski ...


      Pójście do teatru wiąże się z wydaniem większej kwoty na bilet niż np. idąc do kina. Najtańsze wejście (tzw. wejściówka, czyli siedzenie na schodach) kosztuje 50 zł, a strefa VIP 150 zł, pośrodku Strefa II i III to kolejno 100 i 80 zł. Wraz ze współlokatorką zdecydowałyśmy się na tą najtańszą opcję.

piątek, 23 listopada 2012

Lakiery do paznokci: Wibo, Miss Sporty, Rimmel, H&M, Loreal Color Riche

      Dłonie i zadbane paznokcie to wizytówka kobiety. Niestety długo miałam z nimi problem, po pierwsze nie mam nawyku smarowania dłoni kremem i smaruję tylko wtedy jak sobie przypomnę, czyli zazwyczaj średnio raz dziennie, czasem nawet rzadziej bądź przy okazji smarowania balsamem całego ciała. Przez to moje dłonie są suche, a skórki nie są w najlepszej kondycji. W ciągu dnia często myję dłonie, a nie jestem w stanie po każdym myciu coś w nie wcierać. Ostatnio trochę się to zmieniło, zaczęłam większą uwagę poświęcać dłoniom, smaruję na noc skórki oliwką dla dzieci, czasem w ciągu dnia też je nawilżam kremem czy oliwką i ich kondycja już nie jest najgorsza. Chociaż chętnie poczytałabym Wasze spostrzeżenia i historie związane z tą częścią ciała.
       Drugim problemem jeżeli chodzi o dłonie, a dokładniej o paznokcie był fakt, że przez długi czas je obgryzałam. Nie muszę chyba mówić, że ucierpiały na tym nie tylko same paznokcie ale i moje szkliwo. Na szczęście zerwałam z tym nałogiem i teraz mogę się cieszyć dłuższymi paznokciami. Przy tej okazji staram się je malować przynajmniej 1-2 razy w tygodniu.

     Testowałam kilka marek, mam w swojej kolekcji kilka rodzajów lakierów Wibo, używałam nawet "pękającego" ale wyrzuciłam go gdy zobaczyłam jak ciężko jest mi go zmyć. Fajne są lakiery matowe tej marki, bardzo ciekawie prezentują się na paznokciach - ja mam ciemny róż. Niestety wybór kolorów mają bardzo mały jeżeli chodzi o ten rodzaj lakierów :( Mimo wszystko z lakierów tej marki jestem bardzo zadowolona przede wszystkim cena jest niewysoka, wszystkie lakiery kosztują mniej niż 10 zł, lakier dobrze rozprowadza się na płytce paznokcia i szybko schnie. Mają trochę za mały wybór kolorów. Z trwałością jest gorzej, gdyż maksymalnie 2-3 dni utrzymują się bez żadnych odpryśnięć na paznokciach. Z pewnością nie raz jeszcze kupię lakier tej marki. Moja ocena 4/5

niedziela, 18 listopada 2012

Leniwy weekend / effaclar mat recenzja

Sobotę spędziłam zdecydowanie aktywniej niż dzisiaj, bo nawet się przebrałam z pidżamy, wyszłam na dwór, na zakupy i nie było mnie poza domem kilka godzin. Dziś wprost przeciwnie siedzę sobie praktycznie cały dzień przed laptopem, robiłam porządki w szafie, porobiłam zdjęcia ciuchów i wystawiłam co niektóre na Allegro, co by gotówki przybyło, bo ostatnio u mnie z nią krucho. A najłatwiej mi przychodzi pozbycie się jakichś ciuchów, których i tak mam za dużo. Link do moich aukcji, jakby kogoś coś zainteresowało: http://allegro.pl/listing/user.php?us_id=14468166


Od trzech tygodni testuje nowy krem z La roche posay EFFACLAR DUO. Powiem szczerze, że zanim go wybrałam nie zerkałam na opinie o nim w Internecie i teraz żałuję. Niedawno je sprawdziłam i potwierdziło się to co i ja zauważyłam. Markę La roche posay bardzo lubię. Korzystam z żelu do mycia twarzy, wody micelarnej i wody termalnej, wcześniej używałam też kremu effaclar duo i nie sądziłam, że nowy krem mnie rozczaruje.
Według producenta krem powinien matować, a przy regularnym stosowaniu pory powinny się zmniejszać, podobnie jak i produkcja sebum. Niestety po trzech tygodniach może i pory są mniejsze, produkcja sebum nie widzę aby się zmniejszyła, a dodatkowo jak nigdy wyskoczyło mi pełno wyprysków, co już dawno się nie zdarzało (nawet przed okresem). 
Powiem szczerze, że łudzę się z każdym dniem, że moja skóra się tak "oczyszcza" i mimo wszystko używam kremu, jednak nie widzę poprawy. Trzeba jednak spożytkować wydane pieniądze, więc póki co używam go dalej - oby więcej szkody nie wyrządził. 
Opakowanie: 40 ml, więc trochę mniejsze niż standardowa pojemność (50ml). Tubka średnia w użytkowaniu, wiem, że będzie problem z "wydobyciem" resztek kremu gdy nie zechce już dobrowolnie z tubki wypływać. Konsystencja przyjemna, nie za "wodnista" rozprowadza się dobrze, przy nakładaniu podkładu na niego nie "roluje się", zapach bez zarzutów. Jedynie brak widocznych rezultatów o jakich zapewniał producent.
A jak przygoda z Waszymi kosmetykami do pielęgnacji cery? Jaką macie? Moja jest mieszana, zaczynam się świecić już jakieś 2-3 po nałożeniu makijażu, czasem wcześniej, mimo iż dbam o cerę bardzo. Ale niestety widocznie nie w dobry sposób. Nie dość, że jest jeszcze skłonna do wyprysków to i mam widoczne zaczerwienienia, z którymi też próbowałam walczyć używając kremu Normaderm Vichy, nie udało się ich pozbyć. Jedynie korektor i dobry podkład pomagają je ukryć.
Może Wy macie coś godnego polecenia i sprawdzonego, może też się tak męczyłyście, bądź męczycie jak ja?

sobota, 17 listopada 2012

Poszukiwania pracy.

     Jestem na etapie poszukiwania nowej pracy, gdyż ta obecna kończy mi się wraz z końcem grudnia. Przeglądam oferty, byłam na dwóch rozmowach i czekam. Jedna dosyć obiecująca, druga wręcz przeciwnie, mimo iż rodzice, a przede wszystkim maluchy mega urocze. No i pensja 2000zł byłaby satysfakcjonująca gdyby nie fakt, że na te 2000 tys musiałabym pracować ok 11 godzin dziennie, co z dojazdami dałoby lekko pół doby poza domem. Masakra jakaś, w dodatku mama dziecka zaznaczyła, że ona nie wyobraża sobie, że te godziny podczas snu dziecka niania miałaby spędzić na odpoczywaniu, no bo przecież można zająć się domem, uprasować rzeczy, ugotować dziecku obiad, czy umyć jego zabawki. Rodzice Maćka, którym się obecnie zajmuje wiedzą, że opieka nad nim wymaga dużych pokładów energii i że to męczy po kilku godzinach i człowiek wtedy ma prawo odpocząć. Wiem, że trzeba zachować porządek po dziecku, po sobie wstawić brudna naczynia do zmywarki, wyjąć czyste, zamieść podłogę, czy zrobić jakiś obiad młodemu jak nic nie ma gotowego. Jednak taka wzmianka, że "nie będzie się płaciło niani za jej odpoczywanie i nic nie robienie" trochę jest denerwujące. I to oczernianie ich obecnej niani "że dziecko aby leży, nic nie robi, żadnych aktywności", "niania nie sprząta po dziecku, starszemu po przedszkolu pozwala cały czas bajki oglądać" itd. itd. Rozumiem, że nie ma idealnych niań, że jest wiele, które sobie taką pracę olewają, ale można powiedzieć:
- chcemy aby dziecku wymyślać aktywne zabawy, nie pozwalać na ciągłe oglądanie bajek;
- chcemy aby po przyjściu do domu stan mieszkania był taki jaki był gdy z niego rano wychodziliśmy;
- chcemy aby dziecko dostawało wartościowe posiłki, a nie było karmione samymi jogurtami;
- chcemy aby niania podczas snu dziecka poświęciła ten czas na gotowanie obiadu, prasowanie czy sprzątniecie zabawek dziecka etc.
Takie przedstawienie sprawy lepiej brzmi niż: "nie będę płacić niani za odpoczywanie". Bo człowiek jest robotem i co to jest 11 godzin przez 5 dni w tygodniu.

niedziela, 11 listopada 2012

No nie ... Łazienki Królewskie po raz TRZECI! :)

     Łazienki Królewskie przez swój niepowtarzalny jesienny klimat, a przede wszystkim przez niesamowitą kolorystykę sprawiły, że zawitałam do nich kolejny raz. Tym razem z Michałem, siostrą i jej koleżanką. Oczywiście jak jest siostra to są i zdjęcia. Załapaliśmy się z Michałem na małą sesję zdjęciową. Mając na uwadze wcześniejsze uwagi siostry co do kolorystyki Michał musiał zrezygnować z niebieskiej bluzy, a i ja wybrałam naturalne kolory, które ładnie współgrały z żółcią i pomarańczą liści.
   Przyjazd Michała był też powodem mojej nieobecności. Jako, że teraz prawdopodobnie zobaczymy się dopiero na święta ten tydzień staraliśmy się spędzić jak najlepiej. Byliśmy nawet w kinie na SKYFALL i byłam zaszokowana ilością ludzie, CAAAAALUTKA sala!!:) Film warty obejrzenia. Daniel Craig w garniturze ... prawdziwy 100% mężczyzna!:)

wtorek, 30 października 2012

Łazienki Warszawskie po raz drugi

        W ostatnim czasie Łazienki Królewskie odwiedziłam dwa razy. Pierwszy raz z Michałem, drugi z siostrą i kuzynkami. Siostra wzięła aparat, bo jest zapaloną panią fotograf. Niestety woli fotografować dzieci i krajobrazy niż dorosłych, bo twierdzi, że z dzieci łatwiej wydobyć to PIĘKNO, które w nich drzemie, a z ludźmi dorosłymi trzeba się natrudzić:)  
Zostawiam Was z kilkoma zdjęciami do niedzieli. Wyjeżdżam na długi weekend do DOMKU :)


niedziela, 28 października 2012

Zimowe porządki

         Nie będę Wam pisała, że zima nadeszła, bo zapewne większość już widziała śnieg za oknem. A kogo jeszcze zima nie przywitała - nie martwcie się z pewnością i Was zasypie.
         Wczorajszy dzień niemile wspominam, mega plucha, ziąb, wiatr i mokry śnieg sypiący w twarz. Dzisiejszy dzień spędziłam z siostrą i kuzynkami. Odwiedziłyśmy nawet Łazienki Królewskie, karmiłyśmy wiewiórki i sikorki. I nawet ziąb nie był taki straszny w towarzystwie.
        Podejrzewałam, że zima w najbliższym czasie da o sobie znać, więc tydzień temu zrobiłam porządki. Schowałam resztę letnich ciuchów jakie jeszcze plątały się w szafie i wyjęłam zimowe kurtki, płaszcze, swetry czapki i szaliki. Zima mi nie straszna. Jeszcze tylko muszę zaopatrzyć się w jakieś inne zimowe buty, bo same EMU nie wystarczą :)

sobota, 27 października 2012

BRUDASY w bloku.

     Odkąd przeprowadziliśmy się z Michałem do Warszawy to zmienialiśmy mieszkanie tylko raz. Najpierw mieszkaliśmy u Michała siostry, jednak mieszkanie było małe i w dodatku mieszkaliśmy w trójkę w jednym pokoju, więc warunki tragiczne. Przeprowadziliśmy się ulicę dalej, bo lokalizacja nam się bardzo podobała, chcieliśmy tylko lokum zmienić. Udało się. Trafiliśmy na blok oddalony od głównej ulicy, dzięki czemu nie narzekamy na hałas. Sąsiedzi to głównie osoby starsze, bądź małżeństwa z małymi dziećmi, więc nikt nie urządza imprez, nie ma hałasów, nikt nie puszcza głośnej muzyki (oprócz nas:)). Co jednak mnie zdziwiło to fakt, że w bloku mieszkają BRUDASY! I to dosłownie. Nie raz wieczorem podskakiwałam na dźwięk spadającego "czegoś" z wyższego piętra. A że mieszkamy na parterze, więc patrząc przez okno widzimy resztki chleba rozrzucone dla ptaków, resztki owoców, jakieś kartony czasem, a nawet całe worki ze śmieciami, bo komuś się nie chciało pójść do zsypu. Dzisiaj przy standardowych sobotnich porządkach udałam się z workiem śmieci do zsypu, niestety klapa od zsypu się nie otwierała. Starsza pani czekająca na windę zaproponowała mi abym wyrzuciła worek przez okno!!! WTF?? 
- TEN będzie chodził w poniedziałek to posprząta - i chichocze.
Myślałam, że jaja sobie robi, ale ona tak serio.
Rzeczywiście jest pan dozorca, zarządca czy jak on tam się zwie i codziennie rano koło 6 chodzi i zbiera te śmiecie, które takie BRUDASY wyrzucają przez  okno.
W głowie mi się nie mieści jak można tak robić, nikogo chyba nie razi ten syf pod oknem, w końcu TEN posprząta. Po co więc wychodzić z domu jak można pieprznąć worek za okno. Fuuuuuuuuj!

czwartek, 25 października 2012

Obroniona!!

         Kochani największy problem, który przez ostatnie kilka miesięcy zaprzątał mi głowę wreszcie się rozwiązał. Dzisiaj po godzinie 10 zostałam prze-szczęśliwą panią mgr!! Taka ogromna ulga, taki wielki kamień z serca mi spadł, ścisk w żołądku minął, uśmiech z twarzy nie schodzi - jestem dumna!
Obroniona na 5, jednak przez wzgląd na średnią ok 4,0 na dyplomie ocenę będę miała również DOBRĄ. Ale najważniejsze, że już po wszystkim. Póki co na studia podyplomowe się nie wybieram. Może w przyszłości jeszcze na coś się zdecyduje, ale póki co chce mieć wolne weekendy, chcę bez żadnych wyrzutów sumienia poczytać książkę i marnotrawić czas po pracy! W KOŃCU!
   I będę mogła więcej czasu poświęcić blogowi. Mam nadzieję, że się cieszycie!


niedziela, 21 października 2012

Wiewiórki w Łazienkach Królewskich

     Do łazienek Królewskich wybieraliśmy się z Michałem kilka razy, aż w końcu podczas jego ostatniego zjazdu do Polski, dotarliśmy do nich. Przezornie zabraliśmy ze sobą woreczek orzechów laskowych. Na wszelki wypadek jakby pojawiła się jakaś głodna wiewiórka. Tego dnia było dosyć chłodno, ale wiewiórki dopisały. Było ich pełno ... Nie pogardziły naszymi orzechami. Najpierw próbowaliśmy zwabić taką jedną nieśmiałą, ale w końcu uległa gdy rozsypałam kilka orzechów koło siebie. Dołączyła później druga i na zmianę dostawały od nas orzechy, większość zakopywały, więc chcąc ułatwić im skonsumowanie rozbijaliśmy je i wiewióry były zadowolone. Bez problemu podchodziły i brały orzechy z ręki, chociaż z nieufnością, ale to i tak sukces. Pamiętam tylko raz widziałam wiewiórki, które się nie bały ludzi. Ale wtedy ich nie karmiłam bo nie miałam nic ze sobą :( . A tu się udało. Jako, że uwielbiam małe zwierzaki, stąd karmienie wiewiórek było dla mnie wielką radochą. W przeciwieństwie do Michała, który zamiast karmić wiewiórki sam konsumował orzechy :) Drogę do Łazienek już znamy, więc może za 2 tygodnie znów uda się wyciągnąć Michała na karmienie wiewiórek. W końcu zima idzie:)

wtorek, 16 października 2012

Stadion Narodowy bez dachu. Mecz Polska - Anglia przełożony na środę

    Rozmawiam przez telefon z Michałem w między czasie przełączając kanały. Trafiam na TVP 1 i co widzę?! Pusto na boisku, brak piłkarzy jedynie mnóstwo kibiców na trybunach i mega kałuże na murawie. Wchodzę na fejsa żywo wszystko komentowane, obrazki przedstawiające jezioro na Stadionie Narodowym, zatopione bramki i inne tego typu przerobione zdjęcia. Jestem zawstydzona, oglądam relację w Telewizji Polskiej, mecz przełożony na dzień jutrzejszy. W porządku, ale do jasnej cholery dlaczego na murawę ciągle pada deszcz?? Dach, który zasuwa się w ciągu 15 minut nie może być zasunięty, bo PZPN nie wydał takiej zgody. No nic tylko wyyyyć. Obciach ...

poniedziałek, 15 października 2012

Kulinarny tydzień: roladki z piersi kurczaka z szynką parmeńską + kokosanki i muffinki na deser :)

      Tydzień spędzony z Michałem obfitował w wiele wspólnych chwil. Wspólne oglądanie filmów, wspólne przygotowywanie posiłków. Nawet ja mogłam popisać się swoim kulinarnym talentem. Przygotowałam na przywitanie Michała roladki z piersi kurczaka w środku z papryką, serem, musztardą i szynką parmeńską. Do tego fasolka z bułką tartą i ziemniaczki zapiekane z mozzarelą :) Nie miałam wykałaczek, więc musiała zwykła nitka wystarczyć do zawijania roladek  :)) Ale i tak były pyszne.
     Michał był w szoku, bo miały być zwykłe schaboszczaki, a tu zdziwko jak przyjechał :) Ja też sama byłam z siebie zadowolona, bo nie słynę z pysznych obiadków. Zazwyczaj bywa tak, że zawsze coś się nie uda gdy zaczynam działać w kuchni.
   Jak patrzę na zdjęcie po lewej to stwierdzam, że nie wygląda to tak apetycznie jakie w rzeczywistości było. Jednak mogę Wam ręczyć, że oboje byliśmy w szoku i zjedliśmy z wielkim apetytem moje danie :)

niedziela, 14 października 2012

Intensywny tydzień

    Od zeszłego czwartku miałam wolne. Spowodowane to było pobytem małego Maciusia w szpitalu, który się przedłużał, tak że w ostateczności dopiero jutro idę do pracy. Miałam zatem ponad tygodniowy urlop. Nie wiem czy jest się z czego cieszyć zważywszy czym ten urlop był spowodowany, ale jednak powody były, bo akurat w tym czasie Michał był w Polsce. Spędzaliśmy więc ze sobą 24h/dobę, z czego oboje byliśmy zadowoleni. Weekend spędziliśmy odwiedzając naszych rodziców, w poniedziałek udało mi się zarejestrować w Urzędzie Pracy jako bezrobotna. Będę czekała na jakieś propozycje z mojej miejscowości, może uda mi się tam znaleźć jakąś przyzwoitą pracę. I pożegnam Warszawę. :) Chociaż w sumie sobie tego nie wyobrażam, więc to mało prawdopodobne. 
   Sprawa pracy się wyjaśniła, do końca roku co najmniej mam jeszcze zostać u Maciusia. Na starych warunkach. Po jego pobycie w szpitalu, związanego z zapaleniem ucha, które się mocno pokomplikowało rodzice chcą by został na razie w domu i okres największych przeziębień spędził z nianią, a nie ryzykując kolejnymi przeziębieniami. Dla mnie to chwilowe rozwiązanie problemu, z którego jestem mega zadowolona.
     

Oczywiście podczas pobytu Michała w Polsce nie mogliśmy ominąć kina. Byliśmy na Uprowadzona 2. Od razu w piątek 5ego października, czyli w dzień premiery w Polsce. Na filmweb mimo iż premiera odbyła się w piątek średnia w tym dniu była nieco niższa niż 5,0, co może świadczyć o tym, że film jest po postu słaby... Nie zraziliśmy się i wybraliśmy do kina, na szczęście mile się rozczarowaliśmy i film był równie dobry co i poprzednia jego część. Teraz film ma średnią blisko 7,0 więc prawie tyle co jego poprzednia część. Kto nie oglądał zachęcam do obejrzenia.



wtorek, 2 października 2012

Chef ville

         Gry... gry... gry.... Kiedyś miałam słabość do tego rodzaju rozrywek. Pamiętam jak siedziałam przed komputerem i grałam w Simsy, a w kuchni spalił się czajnik. Czułam, że coś śmierdzi, ale nie chciałam się odrywać od gry, dopiero tata mnie uświadomił, że zapomniałam o zdjęciu czajnika z gazu. Od tamtej pory mocno się pilnuje gdy siadam na laptopa (nawet w momencie pisania tego posta poszłam do kuchni sprawdzić czy wszystko tam gra).
Tak więc najpierw była mania na The Sims i The Sims 2. Trójka pochłonęła mnie tylko na chwilę. I czasem tylko w to zagram gdy jestem u siostry w odwiedzinach.
Po drodze było jeszcze kilka gier, niektórych nazw nie pamiętam, ale był jakiś park rozrywki, zoo, Beach Life, Tropico. Następnie weszły gry na telefon, w internecie i też przez jakiś czas zarządzałam jakąś farmą, restauracją, sklepem, a nawet żłobkiem!
Ostatnio siostry wkręciły mnie w grę na fejsie, a dokładniej w Chef Ville, gdzie jak można po nazwie się domyśleć prowadzi się restaurację, zbiera produkty na dania, rozbudowuje kuchnie, dodaje nowe sprzęty itd.
Opowiedzcie o swoich doświadczeniach.
Jest ktoś kto też się wkręcił w Chef Ville i chce być moim sąsiadem?!



Jak macie jakiś problem z grą dawajcie znać.
Postaram się odpowiedzieć w razie problemów.

sobota, 29 września 2012

Szukania pracy c.d.

W piątek był mój ostatni dzień w pracy. Teoretycznie, bo praktycznie to zobaczymy jak to będzie. Jak nie znajdę nic do poniedziałku to jeszcze będę odbierać Maciusia z przedszkola wcześniej. Tak więc na waciki zarobię :)
Byłam na kilku rozmowach, kilkanaście przeprowadziłam przez telefon, większość dotyczyła opieki dorywczej, była za daleko bądź dotyczyła zbyt małego dziecka. Tak więc od razu odrzucałam te propozycje. Część też była za zbyt małą kwotę. Nie mam zamiaru zarabiać mniej niż do tej pory. Powiem szczerze, że nie ma zbytnio ciekawych ofert, albo ja tak wybrzydzam. Mam jednak nadzieję, że coś znajdę.
Nie wyobrażam sobie zmiany pracy, może dlatego tak ciężko mi idzie ze znalezieniem czegoś. Co pójdę na rozmowę to mi coś nie pasuje, a to rodzice, a to dziecko, a to dojazd. Nie oszukujmy się ... ciężko mi się rozstać z Maciusiem. To taki kochany chłopak.
Po wyjściu z przedszkola jest taki dumny z siebie, mówi abym napisała SMSa mamie, że został na leżakowanie, że spał, że był dzielny. A gdy wraca z pracy pyta się jej czy jest z niego dumna.
Gdy go chwale przytakuje i mówi, że "zuch" z niego, albo "chłopak na medal".
Czasem jak się o coś zapyta, to nie wiadomo jak mu wytłumaczyć, ile ja się muszę nagłowić by to miało ręce i nogi i było prawdziwe. Bo często zapamiętuje to co mówię i powtarza rodzicom.
Np. "Benia a co to jest eksponat?" o_O
A co to "robot"?
A co to znaczy "czysto"?
I weź tu dziecku wytłumacz prostymi słowami tak by zrozumiał.Czasami to naprawdę się głowię :)
Ciężko będzie się z tą rodziną rozstawać i przyzwyczajać do nowej.

sobota, 22 września 2012

I co Wy na to?? :)

      Wraz z tym screenem miałam opisać całą historię, która wiąże się z tym zdjęciem, stwierdziłam jednak, że najpierw chciałabym abyście same się wypowiedziały. Obejrzyjcie foto ... modny naszyjnik, sweterek w ciekawym kolorze, do tego jakaś skórkowa kopertówka ... Jak pojawi się kilka komentarzy, wtedy napiszę, to co chciałam.


Obejrzałyście dokładnie foto?? No to kliknijcie TUTAJ.


No to teraz czekam na wypowiedzi. Bo nie wiem czy tylko ja zwariowałam :D


Zdjęcie pochodzi ze strony: http://stylestalker.net/

DOPISANE:
              Tak jak obiecałam miałam napisać całą historię jaka się wiąże z tym zdjęciem. Otóż jest pewna modowa bloggerka w Polsce. Bardzo wyróżniająca się na tle innych barwnością stylizacji przede wszystkich.  Dodała na swojego 'fanpejdża" zdjęcie owego chłopaka. Spotkało się to z różnymi komentarzami i tymi pozytywnymi, ale i tymi negatywnymi. Niektórym ów chłopak od razu skojarzył się z gejem. Owa bloggerka bardzo przeżyła te obelgi, skasowała zdjęcie, i wystosowała notę do czytelników. Poczuła się obrażona, nie spodziewała się takich komentarzy i w ogóle wielka obraza. Ja sama też się udzieliłam, stwierdziłam że dla mnie facet musi być męski, że nie wyobrażam sobie bym miała np. z moim Michałem się torebkami wymieniać. Pod wpisem, w którym"zawiodła się na czytelnikach bloga" napisałam, że nie ma się co dziwić skoro dodała takie kontrowersyjne zdjęcie. Oczywiście zostałam od razu sprowadzona do parteru, że to nie jest kontrowersyjne zdjęcie, że to jest normalne, że każdy ma prawo chodzić tak ubranym jak mu się podoba i że nawet nad morzem widok Pana w szpilkach i mini już nikogo nie dziwi?!?! (Chyba dawno nad morzem nie byłam). Dla mnie facet MUSI być męski. A noszenie przez faceta takich naszyjników i kopertówek, męskiego z niego nie czyni. Nie twierdzę, że ma wyglądać jak ostatnia fleja, z tygodniowym zarostem i śmierdzący potem. Ale ma wyglądać tak by na ulicy było widać, czy to facet idzie czy dziewczyna. 

Czy naprawdę widok tak ubranego faceta to już normalność? 
Czy zamieszczanie takiego zdjęcia nie jest kontrowersyjne?

To wydarzenie miało miejsce jakoś na początku sierpnia, ale dalej nie mogę o tym zapomnieć. Jakoś ciągle mnie to dręczy, nie to że zostałam z błotem zmieszana, ani że każde moje kolejne komentarze były kasowane przez autorkę, chociaż nie były obraźliwe, ale dlatego że dalej nie mogę tego wszystkiego ogarnąć.

piątek, 21 września 2012

Najsztub słucha

      Lubię stację TVN Style, pełno w niej ciekawych programów, uwielbiałam oglądać te związane z modą np. Trinny i Susannah ubierają ..., Czary mary Gok'a itd., lubię też Panią Gadżet, czyli Annę Ibisz i ciekawe gadżety jakie pokazuje w programie, oczywiście rzadko kiedy są to rzeczy na kieszeń przeciętnego "Kowalskiego", ale np. dzięki niej wybrałam markę depilatora i nie zawiodła mnie pod tym względem. Jak wspominałam w ostatnim poście wczoraj miał premierę kolejny program Idealna niania. Tak jak myślałam sytuacje reżyserowane, trochę sztuczne, jednak aktorzy na szczęście bardziej profesjonalni niż np. w "Dlaczego ja?". Nie wiem czy obejrzę kolejny odcinek, ale zapewne z ciekawości (o ile nie zapomnę) przełączę tego dnia na TVN Style.

       Nowa ramówka tej stacji zaskoczyła mnie jeszcze jedną nowością, a mianowicie możemy oglądać od niedawna program prowadzony przez Piotra Najsztuba o ciekawym tytule Najsztub słucha. Oglądałam odcinek, w którym występowała Anna Mucha, podobała mi się ta luźna atmosfera, leżenie na kanapie, później siedzenie na podłodze, luźna rozmowa, a po programie plotkarskie portale uczepiły się jednego newsa, czyli wpadki Muchy. Anna Mucha wpadła (Super Express), Wpadłam! Może nigdy bym się nie zdecydowała na dziecko (Pudelek), Anna Mucha się przyznała: To była wpadka! (Plotek). Tragedia!! Naprawdę WIELKI news. Chyba żyjemy w średniowieczu, kiedy to jeszcze kogoś dziwiło.

środa, 19 września 2012

Ciesz się z rzeczy małych, z nich składa się nasze poczucie szczęścia.

            Rozczulają mnie drobne gesty, jakieś małe chwile dzięki którym w ciągu dnia uśmiechnę się do siebie i pomyślę: jest dobrze. Ciągle pamiętam tosta, którego mój Michał zrobił mi wycinając z niego kształt serca, pamiętam bukiet stokrotek zerwany u niego na działce i przywieziony specjalnie dla mnie, świeczki zapalone wieczorem bez powodu, kartki z wyznaniami miłosnymi przyklejone do lustra, czy do laptopa, plik zapisany na pulpicie z wyznaniem miłosnym, lody doprawione ciasteczkiem i żelkami Haribo... Drobne gesty, ale wszystkie doskonale pamiętam i doceniam. W końcu każda duża rzecz składa się z wielu małych. Nasza wielka miłość składa się z wielu drobnych gestów.

       Oczywiście nie tylko ze strony Michała takie miłe gesty mnie spotykają co mnie niezwykle cieszy, każde miłe słowo moich pracodawców, ich zapewnienia, że bardzo się cieszą, że u nich pracuję, że chcą bym zajęła się ich przyszłym drugim dzieckiem, są dla mnie niezwykle ważne i jestem z siebie niezwykle dumna. Podobnie słowa Maciusia, który w trakcie zabawy wyznaje, że mnie bardzo lubi i że cieszy się, że jestem. Takie słowa w ustach 3latka to nie byle co. Mój poprzedni podopieczny (także Maciuś), który również bardzo się do mnie przywiązał i  nawet płakał, gdy go nie odwiedziłam również są dowodem na to, że zasłużyłam sobie na takie momenty swoją cierpliwością, sumiennością i zaangażowaniem w pracę.

     Niestety nie wszyscy rodzice doceniają takich opiekunów, w sumie nie dziwne gdy na każdym kroku słyszy się o różnych nianiach. Będziemy mogli niebawem obejrzeć program "Idealna niania"  na TVN Style (premiera 20 września 21:45 - zwiastun TUTAJ), gdzie będą przedstawione różne sylwetki niań od tych olewających płacz dziecka, po (niby) "niepalące", a nawet złodziejki. Jestem ciekawa czy to rzeczywiście reality show, czy po prostu sytuacje nakręcone na podstawie czyichś opowieści. Nie wydaje mi się, by "niania" zezwoliła na upublicznienie jej jakby nie patrzeć nadszarpniętego wizerunku.

wtorek, 18 września 2012

Niania czy pani do łóżka?

         Jestem w trakcie szukania nowej pracy, gdyż ta obecna kończy mi się wraz z końcem września. Oczywiście mogłabym zostać na dłużej, ale tylko na pół etatu, który mnie niestety nie satysfakcjonuje. Póki co umawiamy się, że gdzieś za półtorej roku (koniecznie) chcą mnie widzieć u siebie z powrotem. Będą się starać o drugiego dzieciaczka i nie wyobrażają sobie by ktoś inny miał się nim opiekować. Awwwww .... :-)
 Ale wracając do tematu ...

      Przeglądając oferty na gumtree natknęłam się na jedno dosyć osobliwe ogłoszenie. No i nie wiadomo, czy Pan szuka opiekunki, czy pani lekkich obyczajów do niezobowiązującego seksu. Albo być może Pan szuka w ten dosyć osobliwy sposób kandydatki na żonę. Nie mogłam się oprzeć by tego tu nie dodać! :)

niedziela, 16 września 2012

Kinowy maraton

      Mając trochę wolniejszych chwil w tygodniu kiedy był Michał (bo nawet trafiły mi się dwa wolne dni + wolny weekend) skorzystaliśmy z okazji i znów zaliczyliśmy kilka filmów w kinie. Oczywiście jak to zazwyczaj bywa jeden wybrał Michał, drugi ja, a trzeci kompromisowo oboje chcieliśmy obejrzeć i oczywiście trzeci okazał się najlepszy.
     W poniedziałek (jak dobrze pamiętam dni) poszliśmy na Niezniszczalnych 2. To typowy film dla facetów, "nawalanie się" w 70% filmu. Gra sama śmietanka: Sylvester Stallone, Jason Statham, Jet Li, Chuck Norris,  Dolph Lundgren, Jean - Claude Van Damme <3, Bruce Willis, Arnold Schwarzenegge, Terry Crews, Randy Couture. Momentami śmieszny, jak wtedy gdy wszyscy się ostrzeliwują, już ... już ... wydaje się, że nasi bohaterowi nie dadzą rady, amunicja się kończy, a tu ciągle z drugiej strony napierają i nagle ... przeciwnicy w ciągu kilku sekund leżą nieżywi ... a z dymu wyłania się ... Chuck Norris. Cała sala oczywiście w śmiech. 
    Wyszłam z sali z mieszanymi uczuciami, fajnie było popatrzeć na tych leciwych aktorów jak pełni sił pokazują, że jednak nie są tacy starzy i jeszcze dają radę, jednak z drugiej strony nie znam się na biciu, na sztukach walk, nie wiem co który aktor trenował, który w których filmach lepszy. Dla mnie to była jedna wielka rozpierducha.
      Ciągle wspominam Batmana i chciałam nawet namówić Michała abyśmy drugi raz na niego poszli, bo ciągle go jeszcze grają w kinach :)

piątek, 14 września 2012

"Podryw na koszulę"

         W zeszły weekend wraz z Michałem wybraliśmy się do Galerii. Mieliśmy kilka rzeczy do kupienia, m.in. szukałam butów na jesień, ale niestety ostatecznie na nic się nie zdecydowałam. Michał miał też kilka rzeczy do załatwienia na mieście, więc z racji brzydkiej pogody zostałam w Złotych Tarasach, a on pojechał sam. Kiedy w Zarze przeglądałam ich propozycję na sezon jesień/zima zaczepił mnie dobrze wyglądający średniego wzrostu chłopak. Zapytał czy nie mogłabym mu pomóc w wyborze koszuli, gdyż wybiera się na imprezę do kolegi wieczorem. Wielkie oczy postawiłam, ale się zgodziłam, bo w sumie już wiedziałam, że raczej nic dla siebie w tym dniu nie kupię. Wybraliśmy się na dział męski w Zarze, po drodze miło gawędziliśmy. Zastanawiałam się czy to nowy sposób na podryw dziewczyny w galerii (??). Wybrałam mu fajną niezobowiązującą szarą koszulę z białym kołnierzykiem i mankietami, idealną na luźną imprezę. Chciał jednak przejść się do innego sklepu, wybraliśmy dwa w pobliżu Zary, jednak nie znaleźliśmy nic wartego uwagi. Nie chciałam przedłużać, więc skłamałam, że się śpieszę. Nawet się nie zraził, gdy powiedziałam, że czekam na swojego Michała. Ba! Chciał w ramach podziękowań zaprosić mnie na kawę, odmówiłam i się pożegnałam. Ciekawa jestem czy ostatecznie kupił tą koszulę, którą mu wybrałam, czy też spróbował swojego bajeru na innej dziewczynie :)

A Wy byłyście ofiarami nieudanych prób podrywu przez płeć brzydką?!

czwartek, 13 września 2012

W czas i w porę

        Jak niektórym wiadomo bronię się w październiku. Praca jest - prawie calutka, bez wstępu i zakończenia. Dopiszę te kilka stron i oddaję promotorowi do sprawdzenia. Miesiąc temu pisałam w sprawie pracy do koleżanki, która też ma się bronić w październiku. Niestety moje wiadomości pozostały bez odpowiedzi. Sądziłam, że po prostu musiała zrezygnować z obrony (nie miała całej pracy napisanej), skoro nie odpisuje. Jakież było dzisiaj moje zdziwienie gdy jadąc w południe do pracy patrzę na telefon - dzwoni! Szok i niedowierzanie - przypomniała sobie w czas i porę. Zapytała jak moja praca, zgodnie z prawdą powiedziałam, że ja już prawie skończyłam brakuje mi tylko zakończenia i muszę trochę jeszcze "dopieścić" jeden podrozdział. Gdy zapytałam jak jej praca, powiedziała że stoi w miejscu i tak jak nie miała badań zrobionych i opracowanych tak dalej nie ma. Ludzie!! 2 tygodnie do oddania pracy przypomniała sobie, że brakuje jej dwóch rozdziałów metodologicznych. Pogratulować refleksu.
     Koleżanka zaczęła się tłumaczyć, że nie ma internetu, miała trochę problemów i w ogóle nie mogła się wziąć za to pisanie. Zapytała, czy nie mogłybyśmy się spotkać w sobotę, to bym jej doradziła jak ma się za to wziąć, jak to ogarnąć itd. Stwierdziła, że jak w jeden dzień napisała jeden rozdział, to te dwa metodologiczne to będzie pikuś. Też tak myślałam - ile ja się nawściekałam przy robieniu tabelek i wykresów, mało sobie włosów nie wyrwałam kiedy czcionka mi się zmieniała, akapity były nie tak ustawione, wszystko przeskakiwało, znikało i różne inne rzeczy. Ale ile się namęczyłam tylko ja wiem. A ona niech pozostanie w błogiej nieświadomości i poczuciu że uda jej się to ogarnąć do 30 września. Powodzenia.
           A tak w ogóle to każdy wie, że kłamstwo ma krótkie nogi.
Mówiła, że nie ma internetu? Tylko ciekawe kto codziennie rano ok 8-10 sprawdza sobie horoskop na facebook'u. Ludzie to są czasem bezczelni bez kitu, ale co to mnie w sumie obchodzi. Nie potrzebne były mi jej tłumaczenia, dziewczyna będzie miała za swoje jak się obudzi za tydzień z ręką w nocniku. 

            Tak w ogóle to zaczynam się stresować, bo październik coraz bliżej. Do obrony dochodzi też stres związany z poszukiwaniem nowej pracy. Oferty są - owszem, ale nie po to studiowałam 5 lat, by zająć się dzieckiem i jeszcze (przy okazji) sprzątać, prać i gotować. Wrzesień to też czas poszukiwań nowej współlokatorki. Tak więcej wrażeń co niemiara.

wtorek, 11 września 2012

Trochę adrenalinki po 22

       Pod koniec sierpnia, jeszcze kiedy siostrzeniec u mnie gościł wydarzyło się coś co spowodowało, że obojgu nam serduszko zaczęło mocniej kołatać. Gdzieś po 22 wieczorem, szykujemy się do spania, siostrzeniec kończy grać w grę na Xboxa, ja próbuję podłączyć mój rozładowujący się telefon pod ładowarkę, która dziwnym trafem nie chce działać, wkładam w gniazdko, wyjmuje, znowu wkładam, znowu wyjmuje w końcu błysk, zaiskrzyło się, coś strzeliło, trochę dymu poleciało, zaśmierdziało i światło, a także wszystkie sprzęty w domu zgasły. I co w takim momencie benciaa może zrobić: SPANIKOWAŁAM!!!
W głowie: co ja zrobię, co mam TERAZ robić. Sprawdzam we wszystkich pomieszczeniach, wszędzie ciemno, nic nie widać. Świecę telefonem, który resztkami sił daje trochę światła. Szukam gdzie są korki, może wyskoczył, więc trzeba znowu włączyć go. Jeden automatyczny naciskam, światło się zapala. ULGA.
    Po chwili jednak zrozumiałam, że coś jest nie tak. Światło jest, ale nic nie działa, Próbuję w innym gniazdku podładować telefon, który alarmuje, że za moment się rozładowuje. Siostrzeniec próbuje włączyć telewizor, sprawdzam lodówkę - nic nie działa. Piszę SMS do Michała: "wejdź szybko na gg". Próbuję w wielkim skrócie zdać relację, by powiedział mi co się stało, że światło jest, ale nic nie działa. W głowie kołatają się myśli: "Jak ja rano wstanę do pracy jeżeli telefon mi się rozładuje, co mnie obudzi?!". W między czasie wystukuje SMSa do współlokatorki by się nie zdziwiła jak wróci w nocy z pracy, że nic nie działa. Modlę się by Michał zdążył mi wytłumaczyć co mam zrobić zanim padnie mi telefon. Włączam laptopa, u którego poziom baterii jest znacznie wyższy niż w komórce. Ale po chwili łapię się za głowę: no tak router nie działa, bo nie ma prądu (dopiero Michał później wytłumaczył mi, że mogłam odłączyć kabelek od routera i podpiąć bezpośrednio pod laptopa, podobnie jak mogłam podłączyć komórkę do laptopa kabelkiem do telefonu, żeby mi nie padł). W takich stresujących momentach nie myślę jak trzeba.
    Wracając do przebiegu sytuacji Michał zdążył mi napisać gdzie są zapasowe korki, powiedział abym spróbowała drugi korek wymienić. Biegnę do kuchni, szukam korków, wyjmuję ten, który już się przepalił, ale coś mi nie pasuje. Ten korek, który trzymam w jednej ręce jest mniejszy niż to co trzymam w drugiej ręce. Biegnę szybko do telefonu, piszę na GG do Michała, że to nie pasuje. Ostatnie zdanie jakie zdążył mi Michał napisać zanim padł mi telefon to informacja, że korek jest w środku tego "większego", więc wystarczy wyjąć ten co się spalił i włożyć nowy. Próbuję, podłączam, coś się iskrzy gdy to wkręcam, ale jakoś daje radę. Chwila prawdy, najbliżej lodówka ... otwieram - JEST ŚWIATŁO!!!! Udało się.
ULGA nieziemska.
       Podłączam telefon pod ładowarkę, odpalam GG w laptopie i zdaje Michałowi relację z moich poczynań. Oczywiście mając przy okazji pretensje do Michała "Mogłeś mi to kiedyś wytłumaczyć, a nie teraz się mądrzysz". No tak, ale skąd mógł wiedzieć, że Benciaa zwarcie zrobi :)


wtorek, 14 sierpnia 2012

Intensywny urlop, wyprawy do kina i wrażenia z 5D

     Nie bywam tu zbyt często. Ostatnio było to spowodowane urlopem i przyjazdem Michała. Staraliśmy się na maxa wykorzystać mój ostatni tydzień wolnego, więc korzystaliśmy z dobrej pogody i lataliśmy na basen, odwiedziliśmy kino trzy razy, lataliśmy po galeriach, po restauracjach. W domu praktycznie w ogóle nie siedzieliśmy - w porównaniu do jego poprzednich zjazdów, gdzie prawie GŁÓWNIE siedzieliśmy w domu.

          W kinie byliśmy najpierw na Step up 4 w 3D. Poprzednie części przypadły mi do gustu. Myślałam, że powielanie tego samego wątku będzie nudne po którymś razie, ale czwarta część jest naprawdę warta obejrzenia. W dodatku w technologii 3D oglądało się ten film jeszcze fajniej. Uwielbiałam patrzeć na te wysportowane sylwetki, wychodząc z kina wzdychaliśmy z Michałem nad tym ile byśmy dali by umieć tak tańczyć i do tego tak świetnie wyglądać!:)

piątek, 27 lipca 2012

Mix zdjęć z ostatnich dni

     Urlop zaczęłam dosyć ciekawie. Pojechałam po siostrzeńca do Katowic, później do siostry do Grodziska Mazowieckiego na otwarcie Parku i Stawów. Najmilej wspominam pokaz laserowy na Stawach Goliana. Cudne widoki, niesamowite przeżycie.
Ostatnie dni spędziliśmy z Kamilem na basenie, korzystamy póki jeszcze pogoda nam na to pozwala. 
Dzisiaj wybieramy się do kina w Forcie Wola na film w 5D.  Ciekawa jestem efektów, to będzie mój pierwszy raz!




środa, 18 lipca 2012

Urlop (niedługo) czas zacząć

     Od piątku zaczynam swój 2-tygodniowy urlop. Po pracy lecę szybko na dworzec i pociągiem do Katowic po siostrzeńca. Wracamy na drugi dzień do Warszawy, prześpimy się u mnie i lecimy do Grodziska Mazowieckiego do mojej siostry, Kamila cioci (chrzestnej). Nie wiem ile tam zostaniemy, jeżeli pogoda dopisze to wrócimy do Warszawy i będziemy latać po Warszawie zwiedzać, a jak słońce mocno przypiecze to wyskoczymy na basen na Szczęśliwice. Planów jest sporo, ale co z tego wyniknie - wyjdzie w praniu.

piątek, 13 lipca 2012

Wyprzedaże!!


     Kochani ja już załapałam się na wyprzedaże. Najchętniej wykupiłabym całą Zarę, a przynajmniej 1/3 ciuchów i butów stamtąd. Szkoda, że jednak mimo iż zniżki do -50% to jednak zakup kilku rzeczy stamtąd mocno nadwyręża domowy budżet. Póki co zakupiłam dwie pary butów, w tym jedne eleganckie - na wesele, które mamy na początku sierpnia. Jesteśmy starszymi, więc mam mocny dylemat co założyć, by jednak dobrze wyglądać jako świadkowa. Powiem szczerze, że gdybym była zwykłym gościem ubiorem bym się aż tak nie przejmowała. Jednak będzie tam cała rodzina Michała, części jeszcze nie poznałam (mimo iż tak długo się znamy), więc trzeba się pokazać z jak najlepszej strony. W tym także tej odnoszącej się do ubioru. Tak więc czerń, biel i jasne beże odpadają - a powiem szczerze, że właśnie te kolory dominują wśród sukienek, które mocno wpadły mi w oko. Po pewnym czasie zaczęłam już szerokim łukiem omijać te kolory. Stwierdziłam, że będę miała strasznie trudny wybór za rok, gdy będę wybierała kreację na drugi dzień naszego wesela:) 

sobota, 7 lipca 2012

Grubsza imprezzzka

W zeszły piątek, czyli ponad tydzień temu byłam na imprezie jako osoba towarzysząca mojej siostry - a co! :) Chciała mi pokazać jak się wielcy państwo bawią na Zamku Ujazdowskim. Firma w której pracuje obchodziła 15lecie założenia, z tej właśnie okazji miało miejsce to wydarzenie. Było bardzo elegancko, na warte uwagi zasługują wystrój oraz sposób podania jedzenia. Byłam zachwycona nie tylko tym jak to wszystko wyglądało, ale i smakowało. Niestety załapałam się tylko na kilku zdjęciach - a te fotki robiła moja siostra!! Aż wstyd, że uwieczniła mnie tylko na kilku.
Mogę teraz się chwalić, że miałam swój pierwszy występ na czerwonym dywanie, gdy kroczyłyśmy w stronę zamku czułyśmy się jak jakieś gwiazdy filmowe. 


środa, 4 lipca 2012

Chłodzimy się na basenie

            Ten upał mnie pomału zaczyna wykańczać. Szczególnie gdy jestem w pracy i siedzimy z Maćkiem na dworze. Woła: Benio, biegnij! A ja się zastanawiam czy to dziecko nie czuje tego upału i jest w stanie biegać za piłką przez okrągłą godzinę. Bo ja wysiadam i podziękuję.
Uwielbiam taką pogodę, ale gdy jestem na basenie, jak to na przykład było w niedzielę i wczoraj po pracy. 
Michał zaczął uczyć mnie pływać i coraz lepiej mi to wychodzi. Czasem nawet przepłynę pół basenu, więc jestem z siebie niezwykle dumna. Nie szukajcie nas na zdjęciu, te nie nadające się do publikacji nie ujrzą światła dziennego :D Akurat jak przyszliśmy na basen nie minęło 10 min, a zaczęła się burza. Dużo ludzi opuściło basen, więc się rozluźniło. My cierpliwie czekaliśmy na jej koniec, nie zapłaciliśmy 26 zł za 10 minut laby:) No i się doczekaliśmy, bo od razu gdy przestało padać, wyszło słońce i pogoda była świetna!
Basen na Ochocie - w Parku Szczęśliwickim.

niedziela, 1 lipca 2012

My!

A to jeszcze zanim się zrobiło  ciepło:) Co widać po naszym ubiorze. Spacerowaliśmy z rodzinką po Starym Mieście :) Stwierdziłam, że to foto zasługuje by się tu znaleźć :)

sobota, 30 czerwca 2012

Słonecznie

W ten jakże słoneczny weekend lenię się na całego. Jutro wybieramy się z Michałem na odkryty basen na Szczęśliwicach. O ile znajdę jakiś kostium kąpielowy, bo wcisnęłam je gdzieś i znaleźć nie mogę!:)
 

wtorek, 26 czerwca 2012

Mamo tato wolę wodę

- Mamo, tato wolę wodę! - Reklama świetna, sama jestem zwolenniczką picia wody, zamiast słodzonych napojów. Czasem tylko skuszę się na coca-colę zero, ale to baaaaardzo rzadko i to też zazwyczaj tylko do whisky :) A że alkohol piję baaaardzo rzadko tak i coca-colę także. W sumie nawet nie wiem po co o niej wspominam, skoro wynika, że w ogóle jej praktycznie nie piję. :)

 

Reklamę tę usłyszałam też kilka razy w telewizji podczas oglądania Mini - Mini z małym Maciusiem. I znany tekst zamienił się w jego ustach na:  

- Mamo, tato, wolę ALKOHOL!  

 

niedziela, 24 czerwca 2012

Grillowy i słoneczny weekend

Straszyłam szczypcami i wampirzymi ząbkami :D
      Kolejny weekend spędziłam u rodziców. Tym razem na zakończenie sezonu truskawkowego i z okazji Dnia Ojca zorganizowaliśmy grilla, stąd nie mogło mnie zabraknąć - kto by odmówił karkówki z grilla :)

Niestety troszkę się przeziębiłam, więc siedzę teraz w niedzielny wieczór i jestem mocno pociągająca i kapiąca - do tego jeszcze gardłowo boląca. Taka słoneczna niedziela, a ja z czerwonym nosem wracałam ze wsi. 

    Pisałam ostatnio o mojej babci, nie widziałam jej tydzień, a już  coraz z nią gorzej. Teraz patrzy się na mnie jakby mnie nie znała, pyta się ile mam lat, do której klasy chodzę, czy moja mama pracuje, czy mój tata pracuje. Siostrę zapytała czy nasz tata żyje?!

    Mimo wszystko rodzinny grill był, babcia też oczywiście się załapała i miło spędziliśmy wieczór. Było dużo śmiechu, żartów. Uwielbiam moich rodziców - nawet po 37 latach małżeństwa są mocno w sobie zakochani. Słodko z siebie żartują, sypią komplementami, przytulają się.

wtorek, 19 czerwca 2012

Masowanie - domowy interes 100zł/h

       Spotkanie z dawno nie widzianą koleżanką zawsze jest okazją do dowiedzenia się ciekawych rzeczy z życia innych. Jedną z najciekawszych chciałabym Wam opowiedzieć.
      Współlokatorka koleżanki wybrała się do szkoły masażu, po kilku zajęciach stwierdziła iż będzie masować ludzi. U nich w domu! Nie powiedziała o tym nikomu, koleżanka dowiedziała się przypadkiem, gdy ta umawiała się już na masaż z klientem. Oczywiście większość wynajmujących nie zgodziła się na taki układ. Dziewczyna nie zrobiła sobie nic z protestów i już nawet bez pozwolenia umawia klientów. Jakież było zdziwienie, gdy raz koleżanka wraca z pracy, a z łazienki wychodzi facet w samym ręczniku. Mało komfortowa sytuacja, nieprawdaż?


niedziela, 17 czerwca 2012

Starość jest przykra

     Na weekend wybrałam się do rodziców. Przebywa tam teraz też moja wiekowa babcia, jedyna z żyjących dziadków. Przywitała mnie bardzo miło i ciepło, bo zawsze powtarzała, że jestem jej najukochańszą wnuczką.
Niestety jak patrzę na nią i jak zmienia się z upływem lat, a szczególnie jak zmienia się jej psychika, to boję się tego jak będzie wyglądała starość moich rodziców, czy moja. Czy i ze mną w przyszłością będą się męczyć moje dzieci? Czy mi też będą musiały tłumaczyć, że w lustrzanej szafie nie ma żadnej kobiety, że to tylko odbicie. 
Spędziłam z babcią każdego dnia trochę czasu, gdy przyszłam do niej pod wieczór po kolacji, powiedziała pokazując na pokój obok:
- Już te obie gdzieś poszły. (Owszem jedna z nich - czyli moja siostra, bo druga - czyli ja siedziałam koło niej). 
Pytała się mnie co robiłam, mówiłam, że byłam zjeść kolację z mamą i tatą. Babcia oczy wybałuszyła: 
- A to Twoja mama tu jest?! Niemożliwe.

środa, 13 czerwca 2012

Nowości w szafie i wczorajsze przeżycia w centrum Warszawy


   Będąc wczoraj na spotkaniu z koleżanką wybrałyśmy się jak zwykle najpierw po pracy na małe co nieco do Pizza Hut, a później na zakupy po Centrum na Marszałkowskiej. Tłum kibiców już się zbierał na mecz Polska-Rosja. Idąc wśród nich zastanawiałyśmy się czy przegramy, czy uda nam się jednak wyjść z twarzą. Nie byłyśmy optymistycznych myśli, ale wyszło jak wyszło, z czego jestem mega zadowolona, a jednocześnie dalej zaskoczona.

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Sezon na szorty rozpoczęty:)

     Jestem bardzo krytyczna wobec siebie i swojego wyglądu. Nie okłamuję się, że jestem prze ... prze i w ogóle naj. Znam swoje wady, ale mam też jakieś zalety. Najlepiej czuję się umalowana, dobrze ubrana, bo "nie taka baba straszna jak się umaluje". Lubię dobrze wyglądać, o czym może świadczyć ilość kosmetyków jakie posiadam i ilość ciuchów, których ciągle jest mało ... Przez moją problematyczną cerę nie wyjdę z domu bez chociażby kremu koloryzującego, nie mówiąc o tuszu, który jest jedynym kosmetykiem oprócz pasty, którego używam codziennie. Niestety mimo iż dbam o cerę raz bardziej raz mniej systematycznie nadal mam z nią nie lada problemy, mianowicie: mam cerę mieszaną, skłonną do wyprysków, z zaczerwieniami i nie znalazłam jeszcze idealnego podkładu kryjącego (chociaż Dermablend z Vichy satysfakcjonuje mnie w 80%) . Nie poznałam dobrego sposobu na pozbycie się zaskórników raz na zawsze. Męczę się też ze świeceniem w strefie T. Jeżeli ktoś ma na to jakieś cudowne środki, to chętnie poczytam.

niedziela, 10 czerwca 2012

Pogoda nie będzie rozpieszczać

    Na najbliższe kilka dni meteorolodzy zapowiadają opady deszczu. Niestety czerwiec nas nie rozpieszcza, myślałam, że pogoda będzie zdecydowanie bardziej łaskawa dla nas. Już nawet schowałam głęboko do szafy wszystkie cieplejsze ubrania, a tu znów ma być pochmurno, deszczowo, a i temperatura spadnie poniżej 20 stopni. Gdy dojdzie do tego wiatr, deszcz i przemoknięte buty przeziębienie murowane. Postanowiłam zaopatrzyć się w końcu w swoje pierwsze kalosze. Z pomocą przyszedł dobrze znany sklep. W związku z brakami w rozmiarówkach miałam do wyboru czerwone, bądź kremowe. Zdecydowałam się więc na jasne. Zapłaciłam 71,10 zł.  Cena pierwotna 79 zł + przesyłka, jednak jest weekend darmowej dostawy i w związku z Euro 10% zniżki. Grzech nie skorzystać:)

sobota, 9 czerwca 2012

Z serii - o wszystkim i o niczym

     Siedzę w sobotni wieczór i zastanawiam się czy to rzeczywiście sobota.  W myślach zastanawiam się czy mam co jutro wziąć do jedzenia do pracy, czy będę musiała skoczyć rano do sklepu. Po chwili łapię się za głowę i stwierdzam, że jednak został mi jeszcze jeden dzień wolnego. Zważywszy, że było ich teraz tak dużo to chyba już zaczyna mi się nudzić w domu. W pracy szybciej dni lecą, a mając na uwadze fakt, że do ponownego zobaczenia się z Michałem minie 3 tygodnie, to chciałabym aby minęły one jak najszybciej.

    Pewnego wieczoru zaczęliśmy przeglądać projekty domów i nawet wspólnie wybraliśmy taki, który będzie nam w pełni odpowiadał. Nawet rozstawienie pokoi pasowało idealnie. Jednak jak zobaczyliśmy kosztorys - KOSZMAR!! Planujemy wraz z moimi rodzicami wybudować piętrowy dom, oni na dole - my na górze. Przynajmniej łatwiej będzie w kwestii finansowej, ale to i tak nie zmienia faktu, że aby postawić dom i go urządzić trzeba naprawdę kosmicznych pieniędzy. Chyba zacznę w końcu grać w Lotto. Kilka milionów by się przydało. Ewentualnie wspólny wyjazd za granicę może też byłby dobrą opcją na początek.

   Najważniejszą kwestią jaka pozostaje mi do rozwiązania jest myśl, czy po zakończeniu obecnej pracy, którą mam jeszcze przez jakieś 3-4 miesiące zostać w Warszawie, czy może wrócić do rodzinnej miejscowości i spróbować tam szczęścia. Zazwyczaj nie staram się nic planować na dłuższą metę, ale ta kwestia ostatnio dosyć mocno zaprząta mi głowę. Chyba z żadnego rozwiązania nie będę w pełni zadowolona. Nawet jeżeli tu zostanę, to jednak przed weselem chciałabym być w domu i dopinać wszystko na ostatni guzik, a nikt nie zatrudni niańki tylko na kilka miesięcy, albo takiej chcącej wziąć około miesięczny urlop w środku wakacji:) Druga opcja może spowodować, że będę siedziała w domu, objadała się słodyczami i tyła przed weselem jeżeli nie znajdę pracy. Tak więc jestem w przysłowiowej dupie :D

piątek, 8 czerwca 2012

Euro szaleństwo - mecz Polska-Grecja 1:1

   
  W związku z dzisiejszym pierwszym meczem Euro w Warszawie wybraliśmy się i my z Michałem pod Pałac Kultury do Strefy Kibica. Tyle, że nie udało nam się tam dostać, stąd staliśmy PRZED Strefą Kibica. I dzielnie wspieraliśmy naszych i kibicowaliśmy. 

Najbardziej Michał, gdyż widział co działo się na telebimie. Ja miałam utrudnioną widoczność przez tłumy stojące przede mną.
To co tam się działo, ciężko opisać słowami, szczególnie euforię ze strzelonego gola i obronionej bramki w rzucie karnym. Ludzie wkoło skakali, krzyczeli i ściskali się nawzajem.
Żałowaliśmy z Michałem, że nie mogliśmy być na stadionie i tam przeżywać tych emocji.

Uwaga! Uwaga! Wzięliśmy lustrzankę .........  ale zdjęć zrobiliśmy maaaaalutko :)

czwartek, 7 czerwca 2012

Dzisiejszy look :)

     Miało być tyle zdjęć, a przychodzi co do czego to wychodzi, że zapominamy wziąć aparatu, zrobić zdjęcia, a i modelka ze mnie kiepska. A zdjęcia robione telefonem są słabej jakości, o czym możecie się kolejny raz przekonać. Jutro obiecuję wybrać się na spacer z lustrzanką, więc i jakość zdjęć będzie wyższa. 
     Lenimy się z Michałem tak, że już sama nie ogarniam czy to czwartek, piątek czy sobota. Nie jestem przyzwyczajona do tylu dni wolnego, co oczywiście wcale mi nie przeszkadza - wręcz przeciwnie. Nie wiem jak moi pracodawcy, ale ja takie urlopy mogłabym mieć w każdym miesiącu. Tym bardziej, że moja pensja jest co miesiąc taka sama, bez względu na ilość przepracowanych dni :)
Mój dzisiejszy zestaw jest bardzo luźny, idealny na spacerowanie, o czym świadczą balerinki, no i idealny na dzisiejszą pogodę, która była taka w sumie średnia ...





wtorek, 5 czerwca 2012

Parfois i nowy zegarek

   Michał przyjechał i mam go kilka dni wyłącznie dla siebie.
  Wybraliśmy się nawet na wspólne zakupy. Przez jego wyjazdy byłam głównie skazana na samotne wypady, więc było to miłą odmianą!
Odwiedziliśmy sklep Parfois, w którym jest duży wybór biżuterii, torebek i innych dodatków.


    Nie obyło się bez prezentu. Nie zważając na przesądy wybraliśmy jednak zegarek.

czwartek, 31 maja 2012

Blend-a-med 3D White Strips paski wybielające

     Kochani - wyjeżdżam na weekend do rodziców. Zostawiam Was z recenzją pasków wybielających.
     O paskach dowiedziałam się od koleżanki i postanowiliśmy wraz z Michałem je wypróbować. Było to kilka m-cy temu, ale będąc dzisiaj w Super-Pharm zobaczyłam, że są znów na promocji - kosztują ok 45 zł. Także chciałam zachęcić Was do kupna, tych którzy nie spróbowali. My także niedługo powtórzymy kuracje.
Nie są tak inwazyjną metodą wybielania, jak takie profesjonalne wybielanie u dentysty, jednak jeżeli zależy Wam na dobrym efekcie za niedużą kwotę, to z pewnością z tych pasków będziecie zadowoleni. I spełnią one Wasze oczekiwania.

środa, 30 maja 2012

Kilka marnych fotek na otarcie łez

 
     Stwierdziłam, że już czas dodać kolejne marnej jakości zdjęcia kilku moich zestawów z ostatnich dni. Póki Michał nie wróci nie ma mi kto pstrykać zdjęć, a wynajęcie prywatnego fotografa kosztuje. Chyba, że któraś mi go zasponsoruje, wtedy będzie się mogła spodziewać nowości każdego dnia. :)

  Te panterkowe spodnie upolowałam kilka m-cy temu w second handzie i długo w nich nie chodziłam. Miałam je nawet wystawić na aukcji, ale kiedy zrobiłam już im zdjęcia, założyłam je - i znów pokochałam. Teraz mogłabym chodzić w nich codziennie!











poniedziałek, 28 maja 2012

Miłość z piaskownicy kwitnie

     Pisałam Wam ostatnio o Maćku i jego nowej miłości - Zosi.
Otóż donoszę, że miłość kwitnie, a spotkania na placu zabaw obfitują w coraz to zabawniejsze sytuacje.
Pieczenie tortu dla siebie nawzajem, to już norma, częstowanie paluszkami, ciasteczkami także. Przytulanie się, wpadanie na siebie, zaczepianie czy wylegiwanie się razem na ziemi to standard.
    Ostatnio miała miejsce dosyć zabawna sytuacja - dla mnie, bo dla Maćka był to dramat.
Otóż był niegrzeczny i nie pozwoliłam mu wracać z placu zabaw na rowerku. Oczywiście po drodze podszedł do Zosi i się jej żali: Benia nie dała Maciusiowi rowerku. I oczywiście z zapłakanymi oczkami opowiada Zosi jak to był niegrzeczny. 
Zosia objęła go w pasie, on zaczął przytulać główkę do jej ramienia. Głaskała go i pocieszała, jak to typowa kobieta swego mężczyznę.

sobota, 26 maja 2012

Dzień Matki i - 30% na deezee.pl

     Życzenia do mamuśki wysłane, przebywa ona obecnie we Włoszech, stąd nie mogłam osobiście złożyć jej życzeń. Mam też jeszcze tydzień na zakup prezentu dla niej, także ciągle się jeszcze nad nim zastanawiam.

    W związku z Dniem Matki w różnych sklepach różne promocje. Nie zawiódł też jeden z moich ulubionych sklepów internetowych, w którym możemy dostać świetne buty. Dzisiaj zaszczycił nas 30-procentową zniżką na cały asortyment. A trzeba dodać, że to nie często się zdarza. Stąd warto się zastanowić, czy nie potrzebujecie nowych butów w swojej szafie! Ja zamówiłam 3 pary, zapłaciłam 187,90 zł z przesyłką, normalnie wyszłoby ponad 270 zł. Także nie zwlekajcie i zamawiajcie! :) www.deezee.pl
Promocja trwa przez cały weekend!! 26-27 maj.



czwartek, 24 maja 2012

NIVEA Q10 PLUS ujędrniający żel antycellulitowy

Od jakiegoś czasu biją po oczach reklamy nowego żelu antycellulitowego NIVEA. Szczególnie iż hasło reklamowe jakoby miałybyśmy się pozbyć cellulitu w 3 tygodnie, a także cena 20.99zł zachęcają do kupna. Nie tylko ja uległam tym reklamom. Będąc w Rossmanie chyba 15 minut szukałam tego żelu na półkach - nie było. Odwiedziłam kolejny, zaczęłam przeglądać - jest - JEDEN JEDYNY! Wzięłam! Co mogę o nim powiedzieć po kilku dniach? Jest wydajny, łatwo się rozprowadza, ma przyjemny zapach. O rezultatach jeszcze nie mogę nic powiedzieć, ale biorąc jeszcze tabletki Inneov Cellulite chciałam jeszcze wspomóc się innym środkiem od zewnątrz. Nie liczę na jakieś wielkie efekty za 20.99zł.

środa, 23 maja 2012

Szukam pomysłów na prezent

    Jak wiadomo, mało który facet potrafi kupić kobiecie prezent, tak by była ona w pełni usatysfakcjonowana. Chyba, że całkiem przypadkiem da mu znać co jej się podoba, podsyłając linka do ukochanej torebki bądź w sklepie przymierzając rzecz, na którą w danej chwili nie może sobie pozwolić. 
     Ostatnio cierpiałam na brak prezentów od Michała, który stał się wielkim skąpcem w tej kwestii - zbiera na wesele :) Gdy mu wspominałam o jakimś drobiazgu mówił jak zwykle: wybierz coś Kochanie, ja zapłacę.
A ja tego nienawidzę!!
Wolę tak znienacka: O Kochanie, zobacz jaka świetna torba, pasowałaby Ci do Twoich nowych butów, bierzemy ją!




wtorek, 22 maja 2012

Euro-koko


    Mój tata podobnie jak i mój 11letni siostrzeniec to zapaleni kibice piłki nożnej. Oczywiście najchętniej siedzieliby przed telewizorem i oglądali tylko mecze.
Mania mojego siostrzeńca dopadła jakieś 2 lata temu, potrafił wtedy wejść na youtube i oglądać jakieś popularne kawałki meczów i ekscytować się jakby leciały one na żywo. Szczególnie upodobał sobie ligę niemiecką. 2 dni temu był mecz Bayern Monachium - Chelsea Londyn. I niestety Bayern przegrał, w skutek czego siostrzeniec płakał tak samo jak i zawodnicy z tej drużyny.

poniedziałek, 21 maja 2012

Bloggerki chodzą w bluzach

W świecie mody, na blogach szafiarek zapanował wielki boom na bluzy tego rodzaju:

niedziela, 20 maja 2012

Kryzysowy wieczór

    Cieszyłam się na ten weekend strasznie. Zważywszy, że miał to być taki naprawdę wolny weekend i tylko dla mnie. A takich chwil w ostatnim czasie nie miałam dużo. Zazwyczaj weekendy spędzałam na uczelni, z Michałem, bądź wyjeżdżałam na wieś do rodziców. A tu wolny weekend w mieście i co tu robić?! Jakieś zakupy, wyjście na dwór, siedzenie i opierdzielanie się w dużej części. No i przyszła niedziela wieczór, brzuch boli, bo rano dostałam okresu, sama w domu, bo współlokatorka w pracy. I DUPA.
Tęskni mi się. Już dwa tygodnie bez Michała i przede mną kolejne dwa. W gruncie rzeczy nie jest źle, bo dni szybko mijają i nie odczuwa się tego braku na co dzień. Gorzej teraz. No i przyszło co do czego i wychodzi, że wolne weekendy mi nie służą, a przynajmniej nie służą mojemu dobremu samopoczuciu. Kolejny trzeba sobie zaplanować od rana do wieczora, by nie było miejsca na tęsknienie.