Nauki przedmałżeńskie, o których już wspominałam mamy za sobą. Odbyły się w poprzedni weekend. W piątek udało nam się dojechać z półgodzinnym opóźnieniem. Jako, że wszyscy na nas czekali zaczęliśmy o 19:00 i zakończyliśmy po 22. Pierwsze sprawy były czysto organizacyjne, później mały wykład i praca w grupach i na samym końcu godzina narzeczeńska. Tego dnia odpowiadaliśmy sobie na pytanie "Po co nam małżeństwo"? Po dziś dzień jeszcze do końca nie wiem :) Po prostu chcemy sformalizować ten związek i nie chcemy żyć w grzechu :)Kolejny dzień zaczął się o godzinie 9:30. Tego dnia były trzy bloki tematyczne:
1. Czy my się znamy
2. Jak ja ciebie kocham
3. Czy to ty?
Z każdym takim blokiem wiązał się półgodzinny wykład, następnie praca w grupach (cała grupa bądź podział na narzeczony i narzeczonych), a na końcu godzina narzeczeńska, gdzie mieliśmy przedyskutować między sobą to czego dowiedzieliśmy się na wykładzie, w pracy w grupach, a także odpowiedzieć sobie na pytania, które mieliśmy w książce, którą dostaliśmy dzień wcześniej. Tego dnia na zakończenie mieliśmy tzw. "Rozmowę z Jezusem". Poszliśmy wszyscy do kapliczki, uczestniczyliśmy w jakichś modlitwach i mieliśmy przeczytać wybrane teksty z Pisma Świętego i z jakichś tam innych ksiąg dotyczące małżeństwa bodajże. Zakończyliśmy wszystko po godzinie 21. Jako, że mieliśmy tego dnia wykupione bilety na Iron Man'a to pojechaliśmy prosto z nauk do kina na 21:45. I powiem szczerze kolejny raz miło się rozczarowałam (pierwszym razem gdy Michał namówił mnie na Mrocznego Rycerza (Batmana)). Te filmy dla facetów nie są wcale takie najgorsze (ale oczywiście zależy które). Poszliśmy tego dnia spać po 1, by rano wstać i na 9:00 udać się już ostatni dzień na nauki. Tego dnia mieliśmy odpowiedzieć sobie na pytanie:
- Co dalej po ślubie?
- Dlaczego potrzebny nam Bóg?





